O PolAmeryce

No to zacznijmy❗️📢

🎙️Na początek kilka słów o sobie oraz o tym, po co zabawa w podkast.

Jako dziecko bardzo późnego PRLu postrzegałem Stany Zjedoczone jako nadkraj, miejsce ze wszech miar lepsze od reszty świata, na tle przepoczwarzającej się właśnie w wolne państwo Polski raj, idylla, eldorado. Zbyt nieosiągalny, by być ziemią obiecaną – realniejsze wydawało mi się wtedy przekroczenie bram niebiańskich niż wizyta w zaoceanicznym edenie.

Przekonany o tym, że trzeba być Wałęsą, Janem Pawłem II, Gołotą lub innym herosem, by za ocean skutecznie i szczęśliwie dotrzeć podziwiałem jedynie to, czym lata dziewięćdziesiąte karmiły. Pewnie dlatego (a nie z powodu wzrostu, który jendakowoż mam słuszny) zakochałem się w 🏀 koszykówce, za pośrednictwem przede wszystkim niemieckich stacji telewizyjnych oglądałem po nocach rywalizację Byków Michaela Jordana z Olażułanami, Barklejami, Drekslerami, Jułingami, Millerami, Pejtonami… mógłbym tak długo.

Co oprócz koszykówki przyniosła mi Ameryka? McDonalda i Burger Kinga, których szczęśliwie w mojej codzienności jest już niewiele. MTV, zupełnie inne niż to dzisiejsze i w ogóle muzykę. Wiele filmów i seriali. Coca Colę, Pepsi i burbona, które z kolei zdrowy rozsądek i mądrzy ludzie, wbrew uczuciom nakazują ograniczać. I tak dalej…

Dorastałem, a wraz z dorastaniem kolejne amerykańskie mity upadały, zaskakująco zmniejszał się też dystans pomiędzy „nieosiągalną krainą”, a łezpadołem. Ciągle jednak wydawało mi się, że pierwszy raz do Ameryki wybiorę się w okolicach emerytury, gdy już drzewo będzie zasadzone, dzieci odchowane, dom zbudowany.

Może być tak, że niechcący zdradziłem się ze swoimi planami przed Bogiem. Wiadomo, jak to się kończy: zaśmiał się i lawina ruszyła. To, co wydawało się najpierw nieosiągalne, później bardzo odległe, niespodziewanie ziściło się na początku drugiej dekady XXI wieku. Raz, drugi, kolejny…

Za każdym razem była to niezwykła przygoda, która przyniosła mi szereg odpowiedzi na pytania, poza jednym: co mnie w Stanach Zjednoczonych tak bardzo fascynuje?

Dziś wydaje mi się, że wiem. Idzie o drogę. Nie ma chyba na świecie kultury, w której motyw drogi miałby większe znaczenie. Sam zaś zdałem sobie sprawę, że w moim życiu droga ma specjalne miejsce. Bo zmierzać to znacznie więcej niż dojść.

Inną moją fascynacją jest radio. Choć brakuje mi radiowego głosu, to tajemniczość radia, dziś tak powszechnie gwałcona przez powszechnie emitowany z radiostacji obraz, skupienie na ciszy, głosie, muzyce od zawsze powodowały we mnie radość. Słuchając radia, zwłaszcza nocą czułem, że przenoszę się w inną, bezpieczną, bezkresną, dotykającą zmysłów rzeczywistość.

Stąd ów podkast (który wolałbym nazywać audycją, ale wtedy pewnie wieść o nim do wielu z Was by nie dotarła). By zmierzać i by poznać drogi tych, którzy krócej bądź dłużej zmierzali ścieżkami zaoceanicznego edenu. Może i tych, przed którymi ta droga dopiero się pojawi.

Będzie o amerykańskich mitach. O kulturze i społeczeństwie. O wolności, nadziei, marzeniach i snach. O zakrętach, na których znalazła się Ameryka. O punktach stycznych Polski i USA. Mam nadzieję, że uda się tu uczynić kilka nieoczywistości.

To wszystko już za chwilę.🔜 Pierwszym rozmówcą będzie Maciej Wierzyński.

Zatem: stay tuned. A jeśli nie możecie się doczekać zostawcie lajka powyżej – jeśli zbiorę ich 100 przyspieszę publikację pierwszego odcinka! 🙂🎙

Marcin Pera📣